Przejdź do głównej zawartości

Posty

Krótkie historie o współuzależnieniu

Poniżej czeka na Was historia opowiedziana przez Lorelie Rozzano. Opowieść może wydawać się dość drastyczna, ale uwierzcie- takie sytuacje nie są niczym niespotykanym w rodzinach osób uzależnionych. Wydaje mi się, że w trakcie już ośmioletniego doświadczania historii rodziców, którzy przewinęli się przez grupę wsparcia, ta nie jest niczym szczególnym. Niemniej, nie mam pozwolenia na upowszechnianie osobistych tragedii rodziców, którzy w zaufaniu opowiadali o nich w czasie spotkań grupy, więc opiszę Wam sytuację, która wydarzyła się, kiedy jeszcze byłam młoda i naiwna. Jak już wiecie – mój ojciec jest osobą uzależnioną od alkoholu. Mama rozwiodła się z nim, kiedy miałam 11 lat i, z perspektywy czasu, było to najlepsze, co mogła zrobić. Nie sprzeciwiała się jednak, moim kontaktom z ojcem, które, siłą rzeczy były sporadyczne, bo ojciec albo pił, albo żenił się po raz kolejny i, oględnie rzecz ujmując, nie byłam wysoko na liście jego priorytetów. Mniejsza z tym. Pewnego razu, miałam ch...

A ja znów o komunikacji…

Mam taką refleksję – moim zdaniem większość mojego pokolenia nie była nauczona skutecznego komunikowania w przypadkach konfliktów, ani wyrażania tak zwanych, trudnych emocji, takich jak złość, czy rozczarowanie czyimś zachowaniem. Nie wiem, jak Wam, ale mnie nie było wolno złościć się na rodziców. Dorośli używali wobec swoich potomków argumentów w rodzaju: „Jak jeszcze raz to zrobisz, dostaniesz w dupę”. I, niejednokrotnie, wcielali groźbę w czyn. Młodzi mężczyźni, wychowywani na wzorcowych samców wcześnie przyswajali receptę na męskie konflikty – trzeba dać w mordę. I trzeba być twardym. Wszak przecież „chłopaki nie płaczą”. W efekcie komunikacja sprowadziła się do prawa silniejszego i uciszenia słabszego. Nauczyciel, w chwilach bezradności i konfliktu z krnąbrnym, nieposłusznym uczniem uciekał się do epitetu: „Matoł jesteś”. To wersja delikatna. I rodzice, i szkoła przekonywali nas, że ten silniejszy może okazywać złość, a słabszy powinien siedzieć cicho. Wyrosło pokolenie „bł...

Jak dotrzeć do osoby uzależnionej?

        Przyznaję, wielokrotnie zastanawiałam się nad tym pytaniem. Mając w rodzinie osobę uzależnioną borykamy się codziennie z zaprzeczaniem oczywistym faktom, z manipulacją, z kłamstwami i agresją. Często nie wytrzymujemy i nasza komunikacja jest „od ściany, do ściany” – najpierw grzecznie prosimy, potem uniżenie błagamy, a kiedy to kompletnie nie odnosi skutku, wpadamy w gniew i głośno dajemy upust swojej frustracji. To zwykle nic nie zmienia, powoduje jedynie agresję drugiej strony. Nie jestem tu bez winy. Pamiętam, w początkowej fazie naszego zmagania z uzależnieniem naszego syna, niejednokrotnie „puszczały mi nerwy” i niejedna karczemna awantura była zawiniona przez moje poczucie absolutnej bezradności i niemożności wytłumaczenia synowi czegoś, co dla mnie wydawało się oczywiste. A jestem osobą dość choleryczną. Potem miałam poczucie winy, syn z triumfem obnosił swoją krzywdę i zastanawiałam się, jak Młodemu Człowiekowi zadośćuczynić za moje paskudne zachow...

Moje refleksje na temat wstydu

        Chciałam Wam przetłumaczyć fajny tekst o wstydzie. Moim zdaniem, w rodzinach osób uzależnionych to najczęściej wstyd i strach przed stygmatyzacją, przed pochopną oceną, stanowią ogromną barierę przed szukaniem różnych form pomocy. Taki wstyd może paraliżować i sabotować wszelkie pomysły, jak wyjść ze swoją tragedią z domu i opowiedzieć o niej innym.               Tu przyznam, że często nie dziwię się rodzinom, zwłaszcza rodzicom tych emocji, bo to głównie im, jeśli nie wprost, to ogródkami tłumaczy się, że uzależnienie ich dzieci to w dużej części ich wina. Kilka przykładów. Pan Profesor, ogólnie uznany autorytet w nieomal wszystkich kwestiach związanych z uzależnieniem, od profilaktyki, przez diagnostykę, po leczenie, mówi w ogólnopolskiej telewizji, że „ narkomania zdarza się w rodzinach, w których nie ma miłości ”. Hola, skąd Pan, Panie profesorze jest w stanie ocenić, czy w rodzinie mojej, czy pana Iksińskiego i pani...

Wiadomość od Twojego uzależnionego bliskiego

Żyję z uzależnieniem mojego dziecka już ładnych parę lat. Przez ten czas wiele się nauczyłam i czasem nawet wydaje mi się, że oswoiłam problem, że wiem o co chodzi i mam „temat intelektualnie rozpracowany”. Ale przychodzą takie okresy, niezależnie od tego, czy coś się dzieje, czy właśnie panuje cisza (teraz dzieje się…), że żadna edukacja, żadne dociekliwe studiowanie, nie zdejmują ze mnie … cierpienia. I mimo, że mam już dużo lat, że właściwie radzę sobie z rzeczywistością, znów jestem małą, przerażoną dziewczynką, albo jedyne czego pragnę, to położyć się i przestać istnieć. Postanowiłam się tego nie wstydzić, bo wiem, że Wy – rodzice i bliscy uzależnionych też możecie takie stany przeżywać, więc pewnie właśnie trzeba o tym otwarcie mówić. Ja dziś próbuję zrzucić z siebie jakiś cholerny ciężar, który, od parunastu dni odbiera mi możliwość zaczerpnięcia oddechu. Ugotowałam rosół – mój pierwszy w życiu rosół zgodny z rytuałem i tradycją. Jest lepiej. A teraz zostawiam Was z Lorel...

Moje refleksje na początek roku szkolnego (profilaktyka uzależnień w szkole)

Jako, że zdarzyło mi się opowiadać w mediach i o historii mojego syna i o formach pomocy rodzicom, których dzieci eksperymentują ze środkami psychoaktywnymi, czy są już od nich uzależnione, kilkakrotnie zostałam zaproszona do szkół gimnazjalnych i ponad gimnazjalnych na spotkania z rodzicami w ramach szeroko pojętej profilaktyki. Może sprawił to fakt, że nie zażądałam wynagrodzenia za dzielenie się moimi doświadczeniami i wiedzą, może fakt, że tak naprawdę szkoły nie były zainteresowane takim wydarzeniem, ale organizacja tych spotkań, z mojego punktu widzenia była dość żałosna. Tylko w jednym przypadku młoda Pani pedagog wydawała się zainteresowana tym, co miałam do powiedzenia. W pozostałych sytuacjach zostawiano mnie samą z rodzicami co było dla mnie nieco dziwne, zważywszy tematykę, o jakiej miałam mówić i to, że nie jestem profesjonalnie związana z profilaktyką uzależnień (choć prowadziłam już też zajęcia dla profilaktyków na studiach podyplomowych). W sytuacji ekstremaln...

10 wkurzających rzeczy w byciu rodzeństwem uzależnionego

Nasz głos, jako rodzeństwa osób uzależnionych jest zwykle stłumiony przez dramatyczne awantury uzależnionego. Nasze potrzeby są pomijane i często czujemy się samotni, sfrustrowani i niezrozumiani. Jeśli część z powyższych stwierdzeń brzmi dla Ciebie znajomo, to znaczy, że będziesz w stanie znaleźć siebie w tym tekście „10 wkurzających rzeczy w byciu rodzeństwem uzależnionego”. Wolą od Ciebie narkotyki albo alkohol Zamiast spotkać się z Tobą na kawę w sobotni wieczór, Twój brat decyduje się przytulić butelkę wódki. To nie pierwszy raz, kiedy robi coś takiego i, choć czujesz się sfrustrowany, ponad wszystko inne masz wrażenie, że kolejny raz Cię oszukano. Po sześciu miesiącach trzeźwości i nadziei dowiadujesz się, że Twoja siostra nie dotarła na obiad, bo znowu ćpa. I niezależnie od tego, jak bardzo się starasz, po prostu nie możesz pojąć, czemu ona wciąż uparcie woli narkotyki od waszej relacji. Kiedy się urodziłam, mój starszy brat już zmagał się z uzależnieniem. W związku z ty...