Przyszło mi do głowy, że być może podchodzimy błędnie do problemu uzależnienia. Może cofnąć się o krok i zacząć jeszcze raz? Czemu większość czasu upieramy się, żeby traktować uzależnienie jako indywidualną chorobę, a nie chorobę rodziny? Za każdym uzależnionym stoi członek rodziny, który gra rolę w jego uzależnieniu. A gdybyśmy spojrzeli na uzależnienie jak na puzzle, gdzie narkoman jest tylko jednym kawałkiem? Żeby złożyć tę układankę, musimy sprawdzić, jak jej inne kawałki pasują do obrazka. W moim domu rodzinnym wydawało się, że osobą najbardziej potrzebującą pomocy był mój tata. To on był tym zaburzonym. Przynajmniej tak to wyglądało z zewnątrz. Ale wygląd może być mylący. Patrząc wstecz, mój ojciec w najmniejszym stopniu potrzebował pomocy. Z pewnością był jedyną osobą w rodzinie, która w jakikolwiek sposób mogła się bawić. Moja matka była niewyobrażalnie zestresowana. Mój ojciec robił bydło i przez długi, długi czas uchodziło mu to na sucho. To ona była jedynym powiernikie...
TWO STEPS AHEAD...