Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlam posty z etykietą rodzice

Twoja rola, kiedy bliski wychodzi z ośrodka po skończonej terapii

Zupełnie celowo powyższy tytuł jest tak długi – wychodzi z ośrodka po skończonej terapii. Nie będę się w tym wpisie rozwodzić, nad twoją rolą, gdy twój bliski uzależniony opuszcza ośrodek przedterminowo , czy to z powodu ucieczki, wypisania się, czy w końcu wydalenia przez społeczność terapeutyczną. Postępowanie w takim przypadku jest zupełnie inne i teraz, w trakcie pisania tych słów, przychodzi mi do głowy, że jest warte osobnego wpisu. Kto wie, może taki wpis będzie. Moją intencją było danie paru prostych wskazówek, jak przygotować się psychicznie na wyjście uzależnionego z ośrodka, kiedy radość, że oto zaleczony człowiek wychodzi i teraz życie będzie już fajne, miesza się z wątpliwością, że przecież może zaraz znowu popłynąć narkotyki i nadzieje trafi szlag. Ja w moim osobistym doświadczeniu, nie przeżyłam takiej chwili. Mój syn wychodził z ośrodków z wielkim hukiem i ani przez chwilę nie mieliśmy przypuszczeń, że jest do tych wyjść terapeutycznie gotowy. Jeden jedyny raz ...

Hurra! Twój bliski wreszcie trafił do ośrodka! A Ty? Co Ty możesz zrobić?

Znam to wspaniałe uczucie ulgi i nadziei, kiedy dziecko wreszcie decyduje się na leczenie. Jest to zwykle poprzedzone jakimiś dramatycznymi wydarzeniami i rodzice są, na ogół zmęczeni fizycznie i wykończeni emocjonalnie. Pierwszy raz, kiedy mój syn trafił do ośrodka, byłam nieomal przekonana, że teraz to już „z górki”, że teraz ośrodek naprawi to, co spieprzyliśmy my, szkoła i społeczeństwo i, jeżeli tylko syn podejdzie serio do terapii, dalej już będzie OK. Po pierwszym okresie euforii, zaczynają się wątpliwości – dziecko coraz częściej mówi, że ośrodek to straszne miejsce, że społeczność terapeutyczna krzywdzi go niesłusznymi ocenami, że nie wytrzyma i chce wyjść. Wprawdzie mieliśmy świadomość, że tak może się zdarzyć, ale te rozmowy były bardzo bolesne, zwłaszcza że towarzyszyły im wymówki, oceny jakimi jesteśmy beznadziejnymi rodzicami i emocjonalne szantaże. W tym momencie często pojawiają się pytania – co ja mogę zrobić, żeby pomóc temu młodemu człowiekowi, który ewidentni...

„Pytanie na śniadanie” 10.04.2018

Trochę się obawiałam tego programu. Przede wszystkim bałam się trochę, że prowadzący wyskoczą z tekstem, który mnie zestresuje do tego stopnia, że dam plamę. Po drugie – przed samym wejściem do studia dostałam pytania, i one nie były zbyt mądre, np. „Co Pani czuła, kiedy dowiedziała się Pani, że syn bierze?” Moje obawy, na szczęście nie ziściły się. Duży szacun dla Tomasza Wolnego – jest bardzo dobrym rozmówcą i był doskonale przygotowany. Jedna pretensja do TV – kurczę, jak można była mnie tak oświetlić, że wyglądam na 75 lat? Ale dobra, to nie był konkurs piękności… https://pytanienasniadanie.tvp.pl/36739139/nastoletnie-ofiary-dopalaczy

Czemu tak trudno jest nie ulegać uzależnionemu członkowi rodziny?

Zadawałam sobie takie pytanie wielokrotnie. Rozumując racjonalnie – co powiedzielibyście rodzicowi, którego dorosłe dziecko zachowuje się tak toksycznie i nieobliczalnie, że matka śpi z portfelem pod poduszką, że sypialnia rodziców przypomina zamykaną twierdzę, bo boją się, że syn/córka zrobi im krzywdę? Czy dopuścilibyście, żeby Wasze dziecko produkowało w domu narkotyki? Czy uważacie, że jest to dopuszczalne, że zupełnie dorosły człowiek jest utrzymywany przez rodziców, okazując im w zamian całkowity brak zwyczajnej, ludzkiej życzliwości? Moje odpowiedzi są jednoznaczne – nie, nie jest to do zaakceptowania i to, co zapewne przyszłoby mi na myśl, to: Czemu oni, do cholery, nie powiedzą temu dziecku, że może żyć jak chce, ale nie z nimi? Czemu nie postawią jasnej granicy, że w ich domu to oni dyktują warunki? Na zdrowy rozum, patrząc z boku to wydaje się dość oczywiste. Czemu jednak w rodzinach osób uzależnionych tak trudno jest spojrzeć na sytuację w taki, stosunkowo prosty sposó...

Krótkie historie o współuzależnieniu

Poniżej czeka na Was historia opowiedziana przez Lorelie Rozzano. Opowieść może wydawać się dość drastyczna, ale uwierzcie- takie sytuacje nie są niczym niespotykanym w rodzinach osób uzależnionych. Wydaje mi się, że w trakcie już ośmioletniego doświadczania historii rodziców, którzy przewinęli się przez grupę wsparcia, ta nie jest niczym szczególnym. Niemniej, nie mam pozwolenia na upowszechnianie osobistych tragedii rodziców, którzy w zaufaniu opowiadali o nich w czasie spotkań grupy, więc opiszę Wam sytuację, która wydarzyła się, kiedy jeszcze byłam młoda i naiwna. Jak już wiecie – mój ojciec jest osobą uzależnioną od alkoholu. Mama rozwiodła się z nim, kiedy miałam 11 lat i, z perspektywy czasu, było to najlepsze, co mogła zrobić. Nie sprzeciwiała się jednak, moim kontaktom z ojcem, które, siłą rzeczy były sporadyczne, bo ojciec albo pił, albo żenił się po raz kolejny i, oględnie rzecz ujmując, nie byłam wysoko na liście jego priorytetów. Mniejsza z tym. Pewnego razu, miałam ch...

Moje refleksje na początek roku szkolnego (profilaktyka uzależnień w szkole)

Jako, że zdarzyło mi się opowiadać w mediach i o historii mojego syna i o formach pomocy rodzicom, których dzieci eksperymentują ze środkami psychoaktywnymi, czy są już od nich uzależnione, kilkakrotnie zostałam zaproszona do szkół gimnazjalnych i ponad gimnazjalnych na spotkania z rodzicami w ramach szeroko pojętej profilaktyki. Może sprawił to fakt, że nie zażądałam wynagrodzenia za dzielenie się moimi doświadczeniami i wiedzą, może fakt, że tak naprawdę szkoły nie były zainteresowane takim wydarzeniem, ale organizacja tych spotkań, z mojego punktu widzenia była dość żałosna. Tylko w jednym przypadku młoda Pani pedagog wydawała się zainteresowana tym, co miałam do powiedzenia. W pozostałych sytuacjach zostawiano mnie samą z rodzicami co było dla mnie nieco dziwne, zważywszy tematykę, o jakiej miałam mówić i to, że nie jestem profesjonalnie związana z profilaktyką uzależnień (choć prowadziłam już też zajęcia dla profilaktyków na studiach podyplomowych). W sytuacji ekstremaln...